Dziś postanowiłam opowiedzieć Wam o mojej walce z życiem. Ostatnio odkryłam coś co pomaga mi zapomnieć o wszystkim. Mianowicie jest to sport. Dokładniej tak zwany crossfit. Kiedy dowiedziałam się, że moje dni są policzone, że każda sekunda w moim życiu może być tą ostatnią postanowiłam ruszyć dupe z kanapy, fotela czy łóżka i pójść "coś" zrobić. Na początku nie wiedziałam czym to "coś" ma być. Ale bardzo szybko dochodziło do mnie coraz więcej informacji o takim wysiłku siłowym. Pierwszą moja myślą było "o boże, co to jest?". Jednak zdecydowałam się tam iść i chociaż spróbować. Po pierwszych zajęciach (jakieś dwa miesiące temu) leżałam na podłodze w wielkiej hali modląc się by mój organizm prawidłowo oddychał, by moja krew mogła krążyć swobodnie. Dałam z siebie wszystko na pierwszych zajęciach. *skoki na box, liny, skakanka, drążek, przysiady, brzuszki, młot i pompki*. To wszystko było dla mnie nowe. Sama miałam mieszane uczucia do tego typu aktywności. Jednak mam cudowną przyjaciółkę która zaczynała ze mną. To ona na początku mnie tam ciągła kiedy ja już nie miałam ochoty, chciałam tylko zostać w domu. Pisała, dzwoniła i męczyła mnie "Ri rusz swoją dupe i chodź". Dzięki niej teraz nie wyobrażam sobje innych wieczór środowych i piątkowych jak pójście na trening i męczenia się do granic możliwości. Zaczęłam tez spalać niepotrzebne kilogramy i wyrabiać sobie mięśnie przez co teraz czuję się dużo lepiej. Niżej podaje link do tabaty (ćwiczeń które wykonujemy na koniec każdych zajęć):
https://m.youtube.com/watch?v=cKSX3VCOCy0
A czy Wy wiedzie jak spiewa Wasz Bóg? Mój tak:
https://m.youtube.com/watch?v=fahr069-fzE
https://m.youtube.com/watch?v=fahr069-fzE
